1

Zakhor

 

Reflections about the attitudes of citizens in the Greek polis and now

Siła jest tym, co z każdego, kto jest jej poddany, czyni rzecz. Kiedy działa w sposób ostateczny, czyni z człowieka rzecz w znaczeniu najbardziej dosłownym, gdyż zamienia go w martwe ciało.

Simone Weil, Iliada, czyli poemat o sile.

    Na przestrzeni wieków postawy obywatelskie i normy moralne ulegały znacznym zmianom. Charakterystyka epok wymuszała na społeczeństwie czynne bądź bierne prawo uczestnictwa w funkcjonowaniu państwa. W greckiej polis obywatel był zaangażowany w życie wspólnoty. Dobro osobiste jednostki stawało się dobrem ogółu. Według Arystotelesa człowiek z natury stworzony jest do aktywności społecznej, co nadaje mu poważny sens egzystencjalny. „Okazuje się, że człowiek, nie będąc samowystarczalnym, musi stanowić część pewnej całości, a jego status wiąże się ściśle z przynależnością do wspólnoty. Dzięki życiu w państwie istoty ludzkie mogą nadać swojej egzystencji pełniejszy, ponadjednostkowy sens. Stąd te państwo nie jest postrzegane przez pryzmat aparatu przymusu czy w kategoriach zła koniecznego, nie stanowi zagrożenia dla podmiotowości obywateli. Rzeczywistym zagrożeniem jest utrata atrybutu uczestniczenia w życiu społeczno-politycznym”1. W starożytności kategoria polityczności była zgoła odmienna od tej znanej nam dzisiaj. Polityką było wszystko co wydarzało się w przestrzeni publicznej pomiędzy ludźmi, a więc komunikacja, dyskusje, refleksje - była to domena współistnienia różnych ludzi, których cechowała równość, pluralność i zdolność retoryki. Dzięki takim przekonaniom ateńska polis dawała ludziom wolność i szczególną dumę. W starożytności życie obywatela w odosobnieniu było kojarzone z utratą pewnych subiektywnych wartości, charakterystycznych tylko dla tej konkretnej jednostki. Traktowano, że poglądy każdego z mieszkańców mogłyby przyczynić się do rozwoju republiki. Natomiast we współczesnym świecie rozwój państwa determinowany jest najczęściej poprzez siłę. Państwo to siła, a nie różnorodność poglądów. Duch współczesnego wolnego świata rozgrywa się między dwoma biegunami: wolnego współistnienia i możliwej przemocy. Pomimo, iż są to wartości przeciwstawne, łączą się one i rozstrzygają o praktyce politycznej.

    W swoich tekstach Hannah Arendt konfrontuje starożytny ideał życia ze współczesnym bardzo groźnym odchyleniem postaw obywatelskich. „Dochodzi [ona] do wniosku, że Europa była areną niekorzystnej ewolucji, gdy doprowadziła do odejścia od pojmowania przestrzeni publicznej jako oazy obywatelskiej wolności. Można powiedzieć, że nowożytna sfera publiczna została zdywersyfikowana; to, co publiczne i społeczne nie stanowiło już jedności. Społeczeństwo uległo instytucjonalnemu zróżnicowaniu w taki sposób, że oddzielone zostały od siebie, z jednej strony, wąska sfera polityczna, a z drugiej - ekonomiczna sfera wolnego rynku i prywatna sfera rodziny. W rezultacie tego procesu stosunki ekonomiczne, dawniej ograniczone do prywatnej przestrzeni gospodarstwa domowego, wyemancypowały się i przesunęły do sfery publicznej. (...) Autentyczna polityczna sfera publiczna, z jaką mieliśmy do czynienia w starożytnej polis, uległa transformacji, przekształcając się w pozorną przestrzeń publicznej interakcji, w której jednostki nie działają, lecz jedynie zachowują się, występując przede wszystkim w roli producentów i konsumentów”2. Według Arendt do upadku starożytnych ideałów przyczyniło się m.in chrześcijaństwo, które odwiodło chrześcijanina od aktywności w strefie obywatelskiej życia doczesnego, skupiając jego uwagę na własnej duszy i idące za tym zbawienie. Charakter wykonywanej pracy był następnym krokiem ku przepaści cywilizacyjnej. Pracę zaczęto utożsamiać z godnością ludzką - bogacenie się jednych stało się kluczowym czynnikiem dyskryminacji tych drugich. Sortowanie społeczeństw przynosiło ujmę zdrowym relacjom międzyludzkich, budowało mury i uprzedzenia. Hierarchia starożytnych wartości straciła na znaczeniu - aksjomatem życia stała się rywalizacja, bogactwo, prywatność - a to niejednokrotnie determinowało przemoc.

    Hannah Arendt w swojej książce Korzenie totalitaryzmu stwierdza, że nie istnieje coś takiego jak człowieczeństwo. „Człowiek w ogóle to abstrakcja, metafora. W rzeczywistości istnieją urodzeni w ściśle określonym miejscu, znani z nazwiska i pochodzenia ludzie. Każdy z nas jest taki, jaki jest - jedyny, wyjątkowy, niezamienny. Konkretne jednostki żyją oczywiście w określonym otoczeniu, tak biologicznym, jak społecznym”3. W starożytnym modelu republikańskim społeczeństwo i państwo stanowiło jedność. Obywatele z entuzjazmem angażowali się do współdziałania, mieli wpływ na rozwój państwa, debatowali, ale również wspólnie byli odpowiedzialni za zło. Kluczową kategorią w państwie była idea wolności i odpowiedzialności. „Wolność wspólnoty politycznej nie stała w opozycji do wolności poszczególnych obywateli i nie pojmowano jej w kategoriach indywidualnych uprawnień. Prawdziwa wolność polityczna, o jakiej z nostalgią wyrażała się Arendt, zasadzała się przede wszystkim na aktywności obywatelskiej, na działaniu skierowanym na innych, była wyrazem republikańskiego vita activa. Taka wolność nie była wolnością od państwa, lecz wolnością w państwie, opartą na pokoju, kooperacji, autorytecie prawa, moralności i obyczajach”4. Kondycja ludzka (via activa) zależna była od zindywidualizowanej jednostki zdeterminowanej prawom etyki. Wedle Sokratesa nie zabijamy, ponieważ nie chcielibyśmy żyć z mordercą przez całe życie - postawę taką determinuje sumienie. Współcześnie to władza absolutna stoi na straży prawa, która prawnie reguluje nasze postępowanie. Człowiek oswobodził się od sumienia lecz stał się marionetką w rękach państwa. Jednak rekompensatą, za oddanie państwa w ręce władzy miało stać się poczucie bezpieczeństwa europejskich społeczeństw. Bezpieczeństwo, bądź jego poczucie stawało się pretekstem do legitymizacji absolutu władzy, dawało ono pozory zachwianej równości. „Równość ludzi opiera się na tym, że każdy człowiek z natury ma dość siły, by zabić drugiego człowieka. Słabość można zrekompensować podstępem. Równość ludzi jako potencjalnych morderców stawia ich w obliczu równego zagrożenia, z którego wyrasta potrzeba państwa. Ostateczną racją bytu państwa jest położenie kresu wojny wszystkich ze wszystkimi. Może to zapewnić jedynie silna władza zwierzchnia, uzyskująca posłuch dzięki temu, że w zamian za bezwzględne posłuszeństwo zapewnia bezpieczeństwo życia i własności. Państwo zdobywa monopol na zabijanie i w zamian daje warunkową gwarancję, że nie zostanie się zabitym”5. Koniec obywatelskiego działania politycznego był początkiem monopolu używania siły. Nowoczesność przyniosła drastyczne zmiany w pojmowaniu wolności dając społeczeństwu tylko namiastkę wpływu na funkcjonowanie państwa.

 

 

 

1. Małgorzata Augustyniak, Człowiek w przestrzeni publicznej w filozofii Hannah Arendt, [link].

2. Ibidem.

3. Ibidem.

4. Ibidem.

5. Simone Weil, Iliada czyli poemat o sile, tłum. Aleksandra Olędzka-Frybesowa, „Respublica Nowa” 2010, nr 10, s. 99.

return to VIOLATION 

MAGAZINE

        TEREZIN                                                                                Issue No. 4 EU magazine